Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogaskowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogaskowo. Pokaż wszystkie posty

31 października 2007

Wiosna idzie?! czyli pomysł na wikilove

Zdarzyło wam się kiedyś że minęliście kogoś na ulicy, na przystanku czy w tramwajce rzuciliście przelotne spojrzenie/uśmiech, otrzymaliście to samo w odpowiedzi, ale na tym się skończyło. Tylko po to by po chwili gdy osoba zniknęła z pola widzenia uświadomić sobie że może właśnie zmarnowaliście szanse na fajną znajomość albo miłość życia? Nie? A to ok.
But if...


_
Originally uploaded by Villő.
Idea na serwis tudzież moduł serwisu randkowego. Można dać ogłoszenie że wtedy i wtedy, tam a tam widziano osobę taką i taką. Wszystko otagowane, metadatowane z wyszukiwarką itp. I możesz szukać siebie albo kogoś. Jak się miniecie.
Rozwinięcie tego pomysłu. Kiedyś "u chińczyków" (do nas to chyba nie dotarło) były takie tamagoczi miłości. Ustawiało się w takim jajku profil osoby która nam się podoba. Jak gdzieś na ulicy spotkały się dwie odpowiadające sobie osoby jaka piszczały. I żyli długi i szczęśliwie. Na nasze potrzeby każdy nosi eTag(lub app dla jakiegoś sprytnego phone'a) na którym jest zakodowany identyfikator w serwisie. Jak dwa eTagi się mijają wymieniają się danymi(może być tylko id + czas, ale może być dodatkowo meta::geoloc). Potem jak ktoś przychodzi do domu i mu się właśnie przypomni niedoszła miłość życia podłącza eTag'a do usb. Dane się zczytują, synchronizują z profilami serwisu i osoba może sobie po zdjęciach(obowiązkowo w serwisie - w końcu chcemy być odnalezieni*(patrz niżej)) i czasie wyszukać ofiarę czy coś. Tada! i świat będzie szczęśliwszy. Albo zamieni się w inwigilacyjne porno o jakim się nawet w najbardziej perwersyjnych fantazjach Orwellowi nie śniło.

Inny pomysł zainspirowany przez znajomą (teletubisie ślą pozdrowienia dla Margolci w eter(takie wieczne pozdrowienia bo przecież internet jest wieczny, prawda?)). Do tego potrzeba już niestety magii i innych, zapewne nielegalnych, modyfikacji genetycznych. Ktoś puszcza Ci spojrzenie, w sensie że zalotne, nie w sensie że takie co to posyłają jak lecisz przez ulice nagi z rękawiczką gumową na głowie. I ty jak odpuszczasz to spojrzenie/uśmiech/oko to dodatkowo pojawia się w powietrzu motylek. True butterfly effect!

tyle dalej już będzie zupełnie blogaskofo, ale chuj tam

Dziś dzień był podły. To nie był dzień z tych co to się rodzą czy nawet przychodzą. Nie. Dzisiejszy dzień przypełzł. Został wyziany, wydalony skądś, odżegnany od jakiejś wiary i się rozwalił dookoła. Rozlał swoje cielsko. Niebo było koloru ekranu telewizora ustawionego na martwy kanał. Było takie jakby ktoś zajebał z niego teksturę i zostało samo lipne domyślne oświetlenie per vertex i to bez policzonych normalnych. Wisiało nisko. Obudziłem się i zostałem rozmyty szarością. Człowiek miał wrażenie że żyje pod jakąś smutną zapomnianą przez boga i ZUS kopułą. Jak pójdziesz za najbliższy budynek zastaniesz ścianę. I może dlatego ludzie byli inni. Bo rozum podpowiada że powinny być wisielcze humory na lewo i prawo. Psy wyjące na rogach ulic, szarpiące jakieś brudne porzucone dzieci. A tutaj zonk. Jak się homo sapiens zbuntował. Pogodne twarze, patrzące daleko, zamiast w szary chodnik. Taka nawet podskórna energiczność, motion. I uśmiechy. Może nie ma takiej magii jaką wykłada pedał czarnoksiężnik Harry'emu. Ale jest taka ludzka, nasza magia. I uśmiechy, spojrzenia, drobne gesty jak odgarnięcie włosów są jej zaklęciami. To właśnie dziś zauważyłem, czy raczej wręcz rzuciło mi się w oczy. Uśmiechy na przystankach, w tramwajach, i znów na przystankach, puszczanie oka przy kasach, spojrzenia w poczekalniach i okienkach, nieśmiałe zaczepki. Uśmiechy spojrzenia kadabra. Długie, znaczące, a może nadawanie im znaczeń jest częścią rytuału. Tak się ludzie przed szarzyzną bronili.
Wstałem za wcześnie, zmuszony. O pogańskiej godzinie. Nie liczyłem na odkupienie, nie dziś. Przygotowałem się na "poniedziałek". Tymczasem. W mojej galaktyce.
Dziś wszędzie dookoła latały motylki.
I kto mi to wyjaśni? Bo idzie zima i to ponoć tak sroga że górale już odlecieli do ciepłych krajów a bociany złożyły wnioski o status uchodźcy. Czy u was też tak było, kochani czytelnicy? (no dobra kochanych czytelników akurat zmyśliłem) Czy to tylko tak lokalnie czy jakaś szersza propagacja?

PS: i z tego wszystkiego i czekania aż mi się film zassie postanowiłem że zrobię coś jak na mnie niebywałego: przeczytam książkę po raz drugi. w takich okolicznościach autor jest wiadomy: Coupland. co wybrać: PokolenieX czy Szamponowy Świat?

PS': tylko ludzie nie używajcie mi tutaj słów miłość ani zakochanie bo to tylko taka moja obserwacja

*był sobie kiedyś plakat do jakiegoś filmu. w metrze. na plakacie było "kto wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia nigdy nie przestanie się rozglądać" a świstak siedzi bo wiewiórka była z przemytu

14 sierpnia 2007

Sezon ogórkowy w pełni #2

Gdyby wróżby czy inne quizy miały w sobie ziarno prawdy:

  1. na okrągło widzielibyśmy nagłówki typu "wróżka została milionerką"
  2. byłbym człowiekim sukcesu, co w naszej lokanej rzeczywistości równa się byciu człowikeim bogatym (i odpuśćmy sobie idealizm i szczytne hasełka)

IChing zawsze mówi mi o sukcesie. Nie mówiąc już o horoskopach przewidujących dla mnie notoryczne szczęścię. Również w miłości. Chodź akurat może ten temat nie jest czarno czarny ;)

IQ Test Score

z zestawu Far Below Average - Below Average - Around Average - Very Smart - Extremely Brilliant - Bright Mastermind - RegionalGenius - Universal Genius

I jakkolwiek jest to dowartościowujące na jakimś tam niskm poziomie to zupełnie nie przekłada się na realne możliwości.
A najzabawniejsze jest to że z niektórymi miałem problem ze względu na język, ale podejrzewam że to nie te w których się pomyliłem.

Testriffic.com


z zestawu Impoverished - Second Rate - Middle Class - Wealthy - Extremely Wealthy - Prosperous - Mogul - Magnate - Midas Touch

heh swoją drogą $10 000 000 to nie jest aż tak dużo jak na moje marzenia ;]

Which Playboy girlfriend are you? to chyba mówi wszystko :DD

Which Playboy girlfriend are you?

Kendra
Kendra
Kendra Wilkinson (born June 12, 1985 in San Diego, California) is a model and television personality best known as one of the three live-in girlfriends of Playboy founder Hugh Hefner. She is a co-star of the E! reality television series The Girls Next Door, which follows the lives of Hefner's current girlfriends. Wilkinson lives in her own room in Hefner's mansion with her dogs, Rascal and Martini. In 2006, she appeared in the Playboy Special Editions Sexy 100.
How do you compare?
Take this test! | Tests from Testriffic

10 sierpnia 2007

Prawie jak dowcip

Ja podobno tylko dowcipy branżowe więc... taki dziś mi do głowy przyszedł.

- dzwoniła do mnie drukarka.
- i co?
- igłowa.

swoją drogą to niehumanitarnie hałaśliwe stworzenia.

ps: bogowie! i czy to tak ciężko zrozumieć żeby nie dzownić do mnie, nie przychodzić do mnie, nie nawiązywać żadnych form komunikacji werbalnej bądź niewerbalnej ze mną przed 12:00 ?! nie ma mnie wtedy dla świata ani żadnej jego dupy. rzekłem.

07 sierpnia 2007

Sezon ogórkowy w pełni

czyli robić mi się nie chce więc klikam po internecie w poszukiwaniu mojego wintermute.
Na Kwestionariusz Proust'a się nadziałem. pff pff

Podaj kilka faktów o swojej osobie:
ur. w dzień zaduszny roku 1985 w Moskwie, po rehabilitacji w inkubie wywieziony do polski miesięcy parę później, z zawodu prawie programista, z zamiłowania prawie grafik/fotografoman

Podaj swoją dewizę:
Życie jest po prostu

Główna cecha mojego charakteru:
nieśmiałość

Cechy, których szukam u mężczyzny:
wyobraźnia
poczucie humoru

Cechy, których szukam u kobiety:
jw + posiadanie własnego zdania

Co cenię u przyjaciół:
jw + lojalność + oddanie

Moja główna wada:
lenistwo chodź w krótkich chwilach upojenia oszukuje się że to prokrastynacja
rzadko bywam poważny

Moja główna zaleta:
wyobraźnia
dystans/poczucie humoru

Moje ulubione zajęcie:
czytanie komiksów
słuchanie muzyki
marzenie

Moje marzenie o szczęściu:
dom
rodzina
niewyobrażalna ilość gotówki

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk:
miłość
myśl że nie zdąrzę(?) zrealizować chodź części marzeń

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
utrata wzroku
śmierć dziecka

Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
żołnierzem
aktorem
mikrobiologiem/chemikiem

Kiedy kłamię:
patrzę w oczy
rzadko
staram się aby do wszystkich trafiła ta sama wersja

Słowa, których nadużywam:
kurwa
znaczy
dokładnie

Ulubieni bohaterowie literaccy:
nie bardzo literacki ale Richard Fell z komiksu Fell

Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
mój ojciec
lekarze na ostrym

Czego nie cierpię ponad wszystko:
ciepłej wódki
konformizmu
obłudy
duszonej marchewki

Nie lubię gdy ona:
traktuje mnie z wyższością/pobłażliwością
ma krótkie włosy

Lubię kiedy kobieta:
śmieje się również oczami
budzi się
je rękami

Dar natury, który chciałbym posiadać:
że ogień czy że umiejętność czytania w myślach czy że zdolność latania

Jak chciałbym umrzeć:
szybko i w spokoju że chociaż trochę mu zabrałem

Samobójstwo popełniłbym:
skacząc z wieżowca
nie w tym życiu

Obecny stan mojego umysłu:
happy (a powinno być dumny)

Błędy, które najłatwiej wybaczam:
brak średnika na końcu linii
wszystkie - nie umiem się gniewać

Błędy, które najczęściej popełniam:
brak średnika na końcu linii
za dużo żartuję

Czego nie rozumiem:
finansów
spojrzeń
fińskiego

Gdy patrze na kobietę, zwracam uwagę na jej:
oczy
usta
cycki

Gdy patrzę na faceta zwracam uwagę na jego:
paznokcie
kobietę i to jak się uśmiecha i go dotyka

Ulubiona część mojego ciała:
broda

Co chciałbym w swoim wyglądzie zmienić:
kształt nosa
kolor włosów
mięśnie ramion i brzucha (so obvious)

Gdybym był seryjnym mordercą kolekcjonowałbym:
oczy

Truję się:
sztuczną ice tea (krwią ;])
kawą

Ukochane zwierze:
wilk (oczywiście)

i pamiętajcie że nie wszystkie ściany mają uszy... a niektóre mają świński ryj
i nie jest to żadna blogoszmerowa zabawa, nikogo nie będę tagował. wymyślcie własny pożeracz ogórków.

ps: nieprawdziwe skreślić

Promocja!
zadaj pytanie dx0ne'owi a odpowie uczciwie lub wymyśli zgrabne kłamstewko

23 kwietnia 2007

Kłamstwa i złudzenia odcinek 302

Sell, and I'll sell your memories
For fifteen pounds per year
But just the good days
Muse - TSP

Znowu mi się wydawało. Znów żłopałem złudzenia. Ale czy nie wszystkim nam się czasem wydaje? Czy nie wszyscy czasem kłamią? Grunt żeby to były nasze kłamstwa i złudzenia. Bo pewna jest tylko własna śmierć.

Nic tak nie poprawia wizerunku faceta w oczach kobiety jak spuszczenie wpierdol innemu.
W niektórych związkach kobieta jest przedłużeniem penisa. O dziwo kobieta też na tym korzysta.
Jeśli o poranku naszła Cię myśl, że znasz swoją kobietę to wczoraj ożeniłeś się z wyśmienitą oszustką.
Idealni faceci nie mają szans u kobiet, bo one nie miałyby co w takich zmieniać.
W krajach europy wschodniej może chleb i wódka są tańsze, ale diamenty są drogie jak wszędzie.
Rosyjskie wesele to takie polskie wesele tyle że wszystko jest bardziej.
Po jednym dniu picia jesteś zadowolony. Po dwóch zmęczony. Po trzech masz już tylko ochotę na więcej.
Zazdrość w związkach odgrywa dla kobiet szczególną rolę => nie ma czegoś takiego jak kobieta która nie zazdrości, a zazdrość faceta jest dla kobiet niemalże afrodyzjakiem.
Facet gdy skupi uwagę na kobiecie może dokonać dla niej wielu rzeczy. Problem polega na tym że faceci mają podzielną uwagę.
Czas w którym para ma ochotę wszędzie się całować to jeden z najpiękniejszych okresów związku. Niestety to również jeden z tych okresów kiedy najłatwiej związek zakończyć albo pomylić partnera.
Nie rozumiem kobiet na okrągło noszących ciemne okulary. To tak jakby nosić pierścionek z brylantem kamieniem do dołu. Może takie kobiety są smutne.
Jeśli kobieta się prawie w ogóle nie uśmiecha znaczy że jest nieszczęśliwa ze swoim facetem. Jeśli się śmieje cały czas jest stuknięta.
Dzieci są dla kobiet jak biżuteria. Dodają im blasku.
Jeśli matkę Polkę nazwiemy lwicą to matkę Rosjankę trzeba nazwać smoczycą.
Faceci mordują z dwóch powodów. Jednym z nich są kobiety. Drugiego ludzkość nie zna.
Pomiędzy kobiecą fryzurą a jej związkami z mężczyznami jest jakaś zależność. Einstein też nie wiedział jaka. Jedno jest pewne kobiety nie zmieniają fryzur tylko dla swojego faceta. Może kobieta często zmieniająca fryzury manifestuje tym chęć zmian w swoim związku. A może to modelka.
Faceci z zarostem są cienkimi kochankami. Z drugiej strony ci zawsze idealnie ogoleni to mogą być maminsynki i/lub pantoflarze.
W zachodach słońca dla kobiet ważny jest facet obok.
Istnieją kobiety potrafiące autentycznie włączyć się w hobby swojego faceta. Gdzieś... podobno... Tak samo jak istnieją faceci którzy byliby z tego zadowoleni.
Jeśli kobieta myśli że po ślubie facetowi spada zainteresowanie innymi kobietami to znaczy że jest głupia i/lub naiwna.
Jeśli facet ma sztywne zasady i dla nikogo ich nie zmienia jest 100% pewne że kiedyś pozna kobietę która tą zasadę w nim zmieni.
Małe rzeczy mogą znaczyć dla kobiet dużo. Rzeczy wielkie znaczą dla nich jeszcze więcej.
Za porównanie kobiety do pięknej znanej aktorki obrywa się tak samo jak za porównanie jej do szafy czterodrzwiowej.
Nigdy nie należy odmawiać sobie widoku pięknej kobiety. No chyba że w tym samym kadrze mieści się jej facet w którym rozpoznajesz szefa miejscowego gangu.
Każda kobieta ma supermoc zsyłania na faceta huraganu.
Trochę alkoholu zmniejsza trzęsienie rąk i uspokaja oddech. Duża ilość też.
Jeśli wstałeś rano i przy porannej kawie naszła cię myśl że znasz życie, umarłeś tydzień temu.
Nic tak nie ściąga uwagi ludzi jak policjanci kręcący się przy lesie. Nic poza nagą kobietą kręcącą się przy lesie.
Siatka zardzewiała to taki sam problem jak nie zardzewiała. Dziwne ale prawdziwe.
Przeszkody terenowe typu rów, jezioro, drzewa są dwa razy trudniejsze do pokonania w nocy. Bo ich nie widać.
Pijący facet doskonale wie gdzie leży granica jego wytrzymałości. I bacznie się jej przygląda we wstecznym lusterku. Ale tylko przez chwilę.
Nawet stado lwów musi się natrudzić żeby zabić słonia. To co dopiero stado ludzi.
Są kobiety które kochają łajdaków. Są mężczyźni którzy kochają dziwki.
"Najlepsze rzeczy są za darmo" - kobiety są tak zbudowane genetycznie że nie potrafią przekonująco wymówić tego zdania.
W grupie facetów pojawiają się myśli że mogliby zatrzymać tramwaj. W grupie pijanych facetów pojawiają się inicjatywy by to zrobić.
Wielka sztuką jest nauczyć się czytać kobiece spojrzenia. Nauczyć się czytać kobiece uśmiechy jest rzeczą niemożliwą.
Im bliżej przysuniesz nos do brudnych pieniędzy tym mniej śmierdzą.
Jeśli myślisz że żałosny jest widok zalanego bełkoczącego zataczającego się faceta to jeszcze nie widziałeś zalanej kobiety.
Prawdziwa miłość zaczyna się tam gdzie kończą się oczekiwania.

Jest taka choroba która powoduje że organizm starzeje się w bardzo szybkim tempie. Takie życie na fast forward.
I gdy stoję pośrodku niczego, długo nikogo dookoła, niczyjej myśli, gdy patrze w wielkie niebo i czuje jaką drobiną w tej ogromnej zimnej pustce kosmosu jestem, mam wrażenie, lodowate ukłucie, taka ciężkość, że może moja dusza cierpi na taką chorobę. Ale może to tylko cisza przytłacza.
A gdy wracam do, mam nadzieję że zastanę tam już inną osobę. Ale to zawsze jest ta sama morda. I kocham ją, bo to moja morda. Wiem że gdy przyjdzie mi kiedyś zdechnąć pośród tej hałaśliwej pustki i jej miliona spojrzeń, będę miał szansę trafić do nieba, bo śmierć nie pomyli mnie z kimś innym i moich grzechów z czyimiś.
I kiedy mknę lekko odurzony do czy poza, tak jak to mknąć od zawsze lubiliśmy razem, jedno pytanie stale szaleńczo w myślach mi się kołacze: kim jesteś?
Nigdy nie dostanę odpowiedzi, bo może żywi nie mogą jej poznać lub zrozumieć, albo może zwyczajnie boje się ją usłyszeć. Ale kiedyś Ona przyjdzie do mnie czy będę chcieć jej czy nie i otuli sobą. Wtedy zasnę tam. Nareszcie.
Chciałbym w życiu wieczności podprowadzić parę sekund by na chwilę przed kurtyną rzucić w publiczność: wy mnie też pocałujcie w dupę. Twice.

dedykuję tę notkę Natalii

ps: bogom dzięki że wystarczy odrobina chemii by wywołać uśmiech :)

16 stycznia 2007

Zbiorczo czyli o niczym?

czyli pierdoły

Koncertum
Było świetnie. Chłopaki dali czadu, basista się momentami nawet demonizował. Zdjęcia nie wyszły niestety. Ale te sambistki... ze Szkoły Tańców Karaibskich SHO (SalsaHall Orthodox). Miodzio, czego wyrazem były wyjątkowo zapełnione trybuny. Chodź oczywiście przywiało również kogoś śpiącego... czy tam zawiało. Z drugiej strony to kiepski pomysł organizować taki koncert gdzieś gdzie są miejsca siedzące, bo inaczej to może by się ludzie jakoś bardziej ruszali.
A tak już serio i nie o dupeczkach: koncert mimo małych zgrzytów technicznych był bardzo udany. Mimo iż przed czasem (organizatorzy ucięli dwa tracki bo im się śpieszyło - no pie for them) grande finale w postaci Hands tied wyszło rewelacyjnie. Możecie posłuchać wersji poddaszowej na stronie, ale to tylko pół rewelki. A sam kawałek ponoć z "nowych materiałów", które jeśli będą tak dobre to z pewnością zagrają w was i zakodują się w muskownicy. No i jeszcze: w pewnym momencie nie pomne której piosenki gdy wokalista(Fixor) miał chwilę przerwy, nieskrępowanie wyjął telefon komórczakowy by sprawdzić czy aby przypadkiem nie dzwonią do niego z magazynu Rolling Stones - "Akcja typu Fixor".
Należy też wspomnieć o ekipie poprzedzającej "przyszłe gwiazdy rocka" jak to ktoś puścił, czyli o bandzie Jedyny Sensowny Wybór (w głowie cały czas mi chodzi "jedyny słuszny wybór", ale to pewnie przez anty rządową propagandę). Dwa czy trzy tracki mi się podobały a to ewenement bo generalnie nie lubię piosenek po polsku, a już na pewno w klimatach "się drę". Jednym z nich jest "Los kavaleros" do zassania ze strony zespołu. Niby tekst o dupie maryni a jakoś chodzi po głowie (chodź do Focus'a by FF to mu dużo brakuje).
W moim wypadku "koncerty" Fugu Fish są dodatkowo fajne ze względu na taką jedną co jakoś zawsze się wtedy pojawia w okolicy. A dlatego jest to fajne że zawsze się można z nią pośmiać i wogóle ona się dużo uśmiecha... przypomniało mi się z wystąpienia Robina Williamsa na Broadway'u "even Freud would say >>he has issues<<" Zwróciło to moją uwagę i piszę o tym bo jest to cholernie pozytywne wśród morza marazmu, ujemnego optymizmu, ogólnie pojętej beznadzieji feelingowej czy innej zimowej deprechy, którą obserwuje od jakiegoś czasu wśród ludzi. Smile is good pie.

Ładna wiosna tej zimy
Haha ha jakże płynne przejście do następnego tematu. Każdy zauważył kto te ostatnie 2-3 miesiące jest w kraju że zimy nie ma. Śnieg padał w dotychczasowym "okresie zimowym" dwa, no góra trzy razy. Mrozów chyba nie było at all. Krótko bo krótko żyję, znaczy 21lat, ale sytuacji że w grudniu nie ma ani śniegu ani mrozów to ja nie pamiętam. Tylko że właśnie jakoś nikt się tym za bardzo nie przejmuje. No może ja telewizji nie oglądam i dlatego nie wiem. No bo (i pierdolić stylistykę) nie bójmy się tego powiedzieć głośno i nazwać po imieniu: coś się tego roku konkretnie spierdoliło w temacie. Trawa zielono na nas zerka w parkach, w których to też zatrzęsienie matek z wózkami(zimowa pora nie słynie z tego że jest najlepsza dla niemowlaków na specery, no chyba że ja o czymś nie wiem). Normalnie aż brakuje śpiewu ptaków! Tymczasem ludzie nic. Chodzą sobie nieszczególnie przejęci brakiem białego puchu udając chyba że to element walki z narkotykami. Nic nie piszą o niezadowolonych dzieciach a przecież ferie tuż tuż. I tylko w kółko słyszymy "od przyszłego tygodnia mają być mrozy". Czy ten kraj jest już tak nieatrakcyjny że nawet Pani Zima nie chce u nas mieszkać?! Czy tak będzie co roku?! No i w końcu najważniejsze: kto zabił Laurę Palmer?

00...0
O nowym Bondzie mógłbym po prostu napisać że jest do dupyi oddawałby to najlepiej moje odczucia. Już początek mnie zawiódł. Raz piosenką zupełnie nie w randze bondowych piosenek i zwyczajnie nieciekawą (abstrahując zupełnie od bondowości). Dwa animacją początkowa czy jak to się tam profeszonalnie nazywa. Co to ma być?! Jakaś wektorowa animacyjka, zupełnie bez polotu, zupełnie nieefektowna. Takie wydaje mi się zagranie pod młodszego "trendy web dwazerowego" widza. Pomijając formę. Krótkie pytanie: Jak zaczyna się film o bondzie? Odpowiedz w cztery słowa ala Pamela Anderson: Du...pe...czka...mi. Są laseczki: skaczą leżą siedzą idą fruwaja spadają. Laseczki. Bond też jest, ale jako dodatek. Bo na początku są laseczki. A tu się Bond z jakimś gania i animuje wektorowo. Dalej jest gorzej: kreowanie jakiegoś drinka, nachalny product placement(bo jak nazwać to że w minutowej scenie aktor patrzy cztery razy na telefon?!), brak Q, brak pościgów samochodem i idiotyczny wsadzenie defibrylatora do schowka. I to tyle, zero gadgetów, zero szaleńców chcących przejąć władzę nad światem. Tylko Bond brudzi w kółko koszule i jest mało bonowski. Zniknął prawie do reszty słynny humor. Niby próbowano ratować jakimś tekstem o martini, ale kosztem owego elementu (bo kolejna cecha po dupeczkach to "martinii wstrząśnięte nie mieszane" a nie "martini, mam to w dupie"). Komputera w stoliku nocnym M nie wspomnę. OK wyszedł jakiś tam film akcji, jako fanowi gatunku mi się nie spodobał, ale główny problem że IMHO zabito w nim bondowski klimat, to nonszalanckie samcze coś co chciałby miec w sobie każdy facet. Jeśli w przyszłym odcinku spełnią się czarne pogłoski , ja więcej bonda nie obejrzę. Komercjalizacja komercjalizacji wyjść na dobre nie może.

26 listopada 2006

tu tu tu

Uwaga uwaga będzie troche blogaskowo. Jazda:

  1. Gdyby ktoś miał chęć odwiedzić zajebistą kawiarenkę (jakże osławione miejsce) może ją znaleźć na mapie o tu.

  2. Odwołuje poprzednią notkę. Prosze nie grać w Bobo Violent 2 którego instalkę dostaniecie tu. PRODUKT SILNIE UZALEŻNIAJĄCY!!!

  3. Polecam wszystkim opowiadanie/nowelkę/krótki tekst (acha acha Joachim Presents, do znalenienia tu, polecam "Wieje grozą...") Gabriel'a Garcíí Márquez'a "Nie ma kto pisać do pułkownika". Krótki opisik tu, chodź radzę go nie czytać, bo może się komuś mylnie wydać że opowiadanie jest be. A dziełko to jest genialne w swojej prostocie (zwanej przez znawców stylem owego Márquez'a). Różne emocje wywołuje podczas króciutkiej lektury. Po przeczytaniu śmiałem się do łez.

    Zawsze ci mówie, że Bóg należy do mojej partii.

  4. Obserwacja: nic tak nie ćwiczy celności i taktyki jak Team Deathmatch z włączonym Friendly Fire.

  5. Gorąco polecam wszystkim soundtracki z filmów Brat i Brat 2, filmów jeszcze nie polecam bo ich nie widziałem. Ale soundtrack genialny!
PS: skecz Macieja Sthura którego wcześniej nie widziałem(czyli duże prawdopodobieństwo że wy także dodam nieskromnie), a powiązanie jest z tym Márquez'em, oglądać _po przecztaniu_ o tu

21 listopada 2006

Mnie sie czasem wydaje

Aż musiałem napisać. Może to tylko ja, bo jak wiemy ja się kwalifikuję - znaczy jestem"odpowiednio normalny", może to sprawa dobrego humoru, ale niemal się nie położyłem ze śmiechu gdy natrafiłem na coś takiego:

Ulubiona muzyka:
pop, techno, trance, no i piosenki powolne:):*:*,

Ulubione filmy:
fantastyczne, najbardziej romantyczne, smutne uczace zycia:):*

22 października 2006

Pie & fun

tak tak notka blogaskowa. czujecie ten róż?

Dzisiejszy dzień był fajny.
Właściwie tyle możnaby napisać, wszystko się w tym zawiera. Gdyż jak wiemy fajny znaczy najlepszy, najświetniejszy pod słońcem. No a przynajmije taka jest moja teoria.
Był to świetny czas jak to świetny bywa czas spędzony z ludzmi których conajmiej lubisz. Kiedy nikt nie jest poważny, kiedy każda ścieżka jest dobra, kiedy wszyscy żartują i się śmieją, kiedy gadamy o milionie spraw niepowiązanych ze sobą ale ważnych dla tej chwili, dla nas w tej chwili. Kiedy liczy się tylko "tu i teraz". Dzień z podręcznika.
MeardWstałem jak to się wstaje. Potem zostałem zmuszony do zjedzenia "śniadania". Btw jednym Monte "firmy Zott" nie można się najeść chyba że jesteś 3latkiem. Cholernie długo czekałem na autobus. A nie przyjeżdżały żadne żeby nie było. W końcu ten co trzeba się zjawił. Wiadomo: słoneczna niedziela + linia 169 == banda staruszek jadących na cmentarz Bródnowski. Były i dzieci. Jakaś dziewczynka z przedszkola nawijałą "Krzysiu czy ty wiesz że na liście jest najpierw Elwila, potem Lobelt, potem Elnest, a potem Tomek. A Tomek czy ty wiesz Krzysiu jak ma na nazwisko? Tomek ma na nazwisko Zawisza. Fajnie nie?". Im człowiek starszy tym enuzjazm do szkoły gaśnie i mijana na oko(lol) uczennica 3 klasy podstawówki rzuciła do sąsiadki na pytanie "Jak w szkole?" już tylko smętne i ciche "Fajnie". Tak więc nietrudno się domyślić że spóźniłem się 20 minut. Lite jak na nasze warunki (pozdrowienia w tym miejscu dla Wiktora). Po Pucka najpierw mieliśmy pojechać potem on miał przyjechać do nas potem znów my po niego... Suma sumarum odebraliśmy go z ulicy(znaczy on tam czekał a nie pracuje "haha ha"). Holo PeterPech dla niego że Peter postanowił mi pokazać jak się skład Metallica postarzał w ciągu ostatnich 3 lat. Perkusista wygląda jak wyciągniety z odwyku dla alkoholików, lider jak dziadzio. Czekał zatem biedak 25 minut. Aaale bym zapomniał bo wcześniej kupiliśmy ciasteczka. Dwie paczki kokosowych i jakieś jeszcze... czekoladowe? Hanowerki? Whatever grunt że ciastka. It's important bo ciastka lub czekolada (o właśnie ją tez kupiliśmy i gdzież ona, ach gdzież?!) to nieodłoczny element kawy którą to sporzywamy w KampinosieAutumn View 002, tak nam doponóż Cthulu. Bo tam właśnie żeśmy zmierzali. Korek, kurwa co nie miara. Za pare dni Święto Zmarłych (Wszystkch Świętych też panie Sobala) a że my akurat chcieliśmy zacząć od miejsca gdzie jest Cmentarz Północny... Anyway w lesie narodu również mnogo. Najbliższy wolny parking w Łomiankach... albo pod jakimś drzewem. Zrobiliśmy parę kilometrów, kilka zdjęć na siłę.Wypiliśmy kawę. Zjedliśmy cistaeczka. A słonko świciło. Idylla. No i Puck jarał się Applem (był w salonie i mu naopowiadali, a że tam się wszytko świeci to i uwierzyć łatwiej). iMac Mini jest fajny: okrągłości i szparka - to się nie może niepodobać. O i anegdota o nieobecnych bo wiadomo że się nieobecnym tyłeczki obrabia:Puck and Peter: Where Is Sweter
Peter był u Iwony(dziewczyna PiotreX'a). Oglądali film. No i potem przychodzi mama Iwony(potencjalna teściowa PiotreX'a):
- Co robiliście?
- Oglądaliśmy film "Po deszczu".
- A kto go przyniósł?
- PiotreX.
- A to pewnie nudny był.
Heh no niezły pojazd po organiźmie. A film był ponoć nudny bo o samuraju i nawet nie było wybuchów ani pościgów na motorach.
Wracamy i Puck się chcę urwać. No ale suma sumarum po naszych jakże cudownych namawiankach splita nie było. Tak też nasza wesoła trójka (he he trujka palczasta takie kurwa niewiadomo co i truje) wylądowała na obiedzie u Petera. I wtedy Puck mówi że nie wybierze się z nami na Urban Playground. Argh! You are no fun! No pie for you! krzyczałem. Jednak co się okazało. Nawarstwienie sumów było tak wielkie... okazało się że wcale demoniczna kbieta nie chce go nam porwać czy tam Puck nas nie nie lubi tylko... Puck podgrzewał atmosferę. Bo pojechał z nami na UP w końcu. Droczył się skubany. Apropo atmosfery mi się przypomniało: który z was ją tak niemożebnie zatruwał w samochodzie?! Bob?! A i jeszcze Peter wykonał myk i nie płacił za tankowanie, ale ma dziurę w klapce od baka samochoda więc właściwie jest remis.
Puck looking at angels' pantiesNa UP kupa ludzi. Ponad 100 na pewno. I był TVN i radio BIS (hail satan!.. em Sobala!) i Antyradio. Radia co ma ryja nie stwierdzono. Oczekiwaliśmy człowieka w bieli i oczywiście jakiś jegomość niewinny się napatoczył ubrany +- na jasno i pospolite ruszenie było. Skucha jednym słowem. No a potem było bieganie za właściwym białym królikiem i wyrywanie mu kart z zadaniami. Dosłownie szły strzępy momentami. Pucka o mało tłum nie stratował jak nieborak przez telefon rozmawiał z-wiadomo-kim. Zadania były trudne. Zadania były trudne? Możliwe że zadania były trudne. Na kilka wpadliśmy odrazu a potem "długo długo nic". Szkoda tylko agentki no. 8 bo się do niej jakiś dwóch "starszych panuff" przysiadło i uczyli ją jak się z warszawiakiem obchodzić. Nie wiemy co z tej pani wyniosła lekcji. Panofie bliskośc piersi, tak rzadką w ich wieku. Tylko gdzie siedzieli Ci cholerni robotnicy że mieli widok na domek na wzgórzu a my na nich wizji niet?!
O 18:00 nastąpił zabawy koniec 7 już warszawskiego UP. Czekamy na kolejne. Będziemy sabotować. Hail La Isla. A właśnie w międzyczasie uwaliliśmy mega wypaśny projekt o którym już nie długo. It's world domination fun. No pie for Google. HA! (Chodź niektórzy się przyznali że używają produktów Google'a. A Puck w końcu doszedł do wniosku że GMail ssie and no pie for him(GM ofc, not Puck)).
A że noc była młoda nie bylibyśmy sobą jakby się idea "idziemy na coffee" nie pojawiła. No to siup. A Puck się nas pytał czy Margolcia może być zaincludowana.Sleepy Margaret No... no... No wiałaśnie 'noooo'. Że może oczywiście. Puck zapodał że jest taka kawiarnia Nescafe przy placu Prostytucji. Ja obstawiałem że ona jest na Puławskiej. Miejsce Pucka okazało się puste. Najlepsze że z Margolcią się Puck umówił w tej Nescafe cafe i ona tam jechała. Jak już stwierdziliśmy 100% brak cukru w... owej kawiarni w miejscu zapodanym przez Pucka, wykonał on magiczny telefon do przyjaciółki Margolci ofc. Chodź może nie powinienem tak pisać bo to teraz wcale nie znaczy to co znaczy. Że niby kochanka. Ale oni znów są razem (pie for this!) więc może i nie dokońca było to niewłaściwe określenie. ANYWAY oczywiście Margolcia potwierdziła że oczywiśce tej Nescafe to już nie ma (do tej pory fizycy z Instytutu Cieżki Jonów i Lekkich Oddich głowią się do którego Nescafe zmierzała zatem Margolcia na początku). Zapodana została kawiarnia na Rakowieckiej. BUM! i to było to. That Great CaféMiejsce jest genilane. this place is fun. pie for this place. Jak tam dojechać "jadąc metrem z centrum wysiadasz na pola mokotowskie i idziesz rakowiecką w prawo." To jest zaraz z brzegu takie pomarańczowe. Jakby, nie Margolciu? ;) Wszyscy się napalili na "szarlotka na ciepło z lodami". Lody chyba na zimno. Oczywiście ZONK! bo ona już wyszła. Zostały tylko dwie miłe panie. No to bajaderki(śmieciowe przysmaki rulez!) i babeczki z wiśniami (chodź może i w bajaderkach były wiśnie - ciężko to stwierdzić) i czekolady na gorąco dobre z bita śmietaną (full wypas pychota i to za piątaka!). I herbaty co je można było rozlewać na Margolci spodnie. I soki też były ale lodu nie - trzeba będzie nad tym popracować. Ale sztućce do bajaderek i słomki do soków można dostać(jak się dziesięć pompek zrobi albo uda idiotę większego niż się jest). A panie się nawet nie wkurzały na nasze świrowanie. Tylko pewnie się z nas potem śmiały gdy drzwi zamknięte podmuchem kosmyk włosów odchyliły.
I to było wszystko bardzo fajne. Zajebiste i wogóle. A w kiblu mają napis że trzeba go zostawić w takim stanie w jakim by się chciało go widzieć. Puck stwierdził że nie bedzie dokładał do interesu a ja że demolował nie będę (bo ja wiemy zdemolowane(zdekomarowane?) kible mają klimat Sesji 9). A Margolcia się śmiała. Ona się wogóle dużo śmieje. I to dobrze. Tak reaguje na nasze idiotyzmy i na to że jesteśmy idiotami no a przynajmiej ja. To i tak lepiej niż to żyjątko co jak się wystarszy to wymiotuje swoje wnętrzności. To nie byłoby fun chodź możliwe że gdzieś by się w tym pie dało znaleźć. Dopiszemy do 2do. Śmiech to zdrowie chodź może nie psychiczne. I tyle. Sex, drugs and jelly! (A żółw skórzasty może zjeśc tonę galaretki dziennie).

This day was fun. People were fun. Pie for this day. Pie for you people.

Jeśli to był ostatni dzień w moim życiu to był to bardzo dobry dzień.

ps: dzięki ludzie. you are fun. pie for you.
ps2: wiem że to nudna, chaotyczna notka o niczym. chodź może nie, nie o niczym. o moim życiu(chodź może ono jest niczym?). a dziś było ono świetne jak nigdy dzięki tym świetnym ludziom. mam nadzieje że to w tych słowach chodź odrobinę widać (w sęsie że dzień był świetny i ludzie byli świetni).
ps3: a ci co nie byli niech żałują po koniec promocji w media markat (nie dla idiotów czyli w niedziele po 21 nieczynne... dla idiotów)
ps4: no nie no, musze jeszcze raz: i love you new york. i love you guys*

*guys zawierają 25% Margolci. przed użyciem skontaktuj się z lekarzem bądź grabarzem. (a widziesz, mogłem tutaj świński dowcip, ale nieee) Palenie ludzi zabija ludzi. Pie for you guys.