Wielkanoc idzie
Elmo and Patsy - Grandma Got Run Over By A Reindeer[lyrics]... bo kto powiedział że kolędy muszą być nudne
czyli prześlizgiwanie się po powierzchni zjawisk
Elmo and Patsy - Grandma Got Run Over By A Reindeer[lyrics]... bo kto powiedział że kolędy muszą być nudne
disclaimer: porządkuje zeszyt-szufladę. nic powalającego, ale może uda mi się nauczyć pisać bezwzrokowo. a jak już są bajty to szkoda by nimi nie zaśmiecić internetu. niestety dla jakości pierdół - będzie więcej.
Dzień zaczął się normalnie.
Bieg po parku i ćwiczenia w nim. Potem prysznic: najpierw gorący, na koniec szybko, lodowaty. Podobno taka mieszanka poprawia krążenie oraz rozbudza mózg. No przynajmniej ja się po niej dobrze czuje. Śniadanie to jajecznica z grzybami. Czekoladowy jogurt. Pamiętam że Ty lubisz śliwkowy, którego ja nie znoszę. Przypalony jogurt - też coś.
Praca, praca, praca.
Pewne rzeczy się zmieniają, a pewne nie. Tak. Oczywiście, że zostałem do późna, w końcu nie byłem umówiony, a dzień to była środa. Co dzień. Z całą pewnością sprawa miała by się inaczej, gdybym wiedział co czeka na mnie w domu, a raczej w skrzynce na listy.
Pocztówka z Madrytu.
Pocztówka od Ciebie.
Jakiś kościół, rynek. Kilka budowli. Żaglówka. Bardziej standardowe pocztówki nie istnieją. Ta jest wręcz wykonana z zachowaniem zasad pocztówkowego feng shui. Piszesz, że jest gorąco, że chyba widziałeś Lucyfera w jednym z ogródków kawiarnianych popijającego frappé. Trochę się nudzisz, dużo spacerujesz wieczorami i w nocy, gdyż to jedyne pory ze znośną temperaturą. Wspominasz, że te ich muzea są jakieś zwyczajne, nie warte uwagi. Nudne. W końcu to nie Memfis.
Przypomina mi się nasze kilkudniowe porankowanie na tej wysepce koło Nowej Zelandii. Wydawało się, że można usłyszeć muzykę, którą były dźwięki budzącej się przyrody. Te "ochy i achy", patrz tam, to kolibry? Popijaliśmy tak kawę, aż dzień się do końca nie rozpostarł, a niebo wybłękitniało. Szkoda, że trwało to tylko pięć dni.
Szkoda że w Madrycie nie ma żaglówek.
W poniedziałek 11 grudnia Rafał Ziemkiewicz będzie gościem klubu technologie@społeczeństwo.pl w REDakcji Krytki Politycznej.Jest to jeden z nielicznych polskich autorów piszących prozę z gatunku cyberpunk. Porozmawiamy o tym, czym cyberpunk był wczoraj, a czym jest dzisiaj. W czasach PRLu w Polsce na bardzo wysokim poziomie stała socjologiczna science-fiction. Czym różnią się od siebie oba gatunki? Cyberpunk to gatunek patrzący krytycznie na społeczeństwo, więc co i jak krytykuje jego polska wersja? "Pieprzony los kataryniarza" i "Walc stulecia" pokazują trochę inną twarz cyberpunka - bliską political-fiction lub poddaną wpływowi romantycznego fantasy. Ziemkiewicz proponuje, by przed spotkaniem odświeżyć sobie jeszcze jedną pozycję: "Irrehare" Jacka Dukaja[1]. Sam zaś swego czasu powiedział: W ogóle mnie nie obchodzi ten nieszczęsny punk, margines społeczny, cyber-żule i inne takie. Uważam, że to co się dzieje interesującego w społeczeństwie, dzieje się wśród elity, a nie mętów.[2]Jakby ktoś się chciał niejako przygotować do rozmowy.
Spotkanie poprowadzą Albert Hupa i Jarosław Lipszyc.
Poniedziałek 11 grudnia, godz 17.30, REDakcja KP, ul. Chmielna 26 m. 19 (domofon 319, klatka w podwórku) wstęp wolny, mapka
Jedną z nowych funkcji Firefoksa jest sprawdzanie pisowni w formularzach oraz możliwość jej poprawienia. Osobiście używam wersji angielskiej owej przeglądarki i taki też jest domyślny słownik. Może przeoczyłem, jeśli tak to niech mnie ktoś poprawi, ale opcji doinstalowania dodatkowych słowników nie znalazłem. Taka możliwość oczywiście istnieje. Na tej stronie mamy do niej dostęp. Dodatkowe słowniki instalują się jako rozszerzenia. Pod prawym klikiem mamy menu z możliwością ustawienia aktualnie używanego. Tak więc jeśli ktoś pandą przegląda internet nie musi już korzystać z zewnętrznych metod jak Gmail czy Orangoo Spellcheck. Ekstremalnie przydatne.
Ziomki i poziomki słuchajcie bo o dobrym będzie.
Waldemar Pawlak (prezes PSL), Edwin Bendyk (Polityka) i Igor Janke (salon24.pl) będą gośćmi Krytyki Politycznej w poniedziałek 4 grudnia w ramach cyklu spotkań technologie@społeczeństwo.pl [wiki]. Czy internet jest nową jakością w kontaktach polityków z elektoratem? W jaki sposób media wielokierunkowe zmieniają układ sił na politycznej scenie? Czy istotą internetu jest możliwość zaistnienia debaty dopuszczającej poglądy spoza głównego nurtu, czy raczej fenomen Kononowicza? Podczas dyskusji będziemy nawiązywać do idei z książki Dana Gillmora "We, the media" (dostępna w całości w sieci). Moderatorami dyskusji będą Jarosław Lipszyc i Albert Hupa.
Poniedziałek 4 grudnia, godz 17.30, REDakcja KP, ul. Chmielna 26 m. 19 (domofon 319) wstęp wolny
Autor: dx0ne o 11/30/2006 11:37:00 PM 2 komentarze
Etykiety:
kultura,
ludzie,
myśli,
polityka,
technologia
Tak postanowiłem w końcu to zrobić - ogłosić światu jaki naprawde jestem w środku, w co wierzę. Chciałbym uciać tym wszelkie plotki. Ani zaratustranizm, ani kabała, ani ewangelia św. Tomasza. This is official: moją biblią jest Ponurnik Kłapouchego.
Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.
Jeżeli wbryknieto cię do rzeki, daj szybko nura i przypłyń do brzegu, zanim ktoś spróbuje cię wychlupać, upuszczając spory kamień na twoja klatkę piersiowa.
Mały Spacer zdecydowanie lepiej nadaje się do odbycia przyjacielskiej pogawędki niż Wyprawa Całą Bandą.
Jeżeli posiliłeś już swego gościa, a on wciąż spogląda tęsknie w stronę spiżarni, prawdopodobnie chce ci powiedzieć, że mógłby się posilić jeszcze bardziej. Objaśnij mu, że to nieprawda.
Gdy do Lasu przyjdzie Bardzo Rozbrykane Zwierze i ktoś ci w ogóle powie, że przyszło, powinieneś zapytać, kiedy sobie pójdzie.
Przychodzą tu rozmaici do tego Lasu i mówią: “To jest tylko Kłapouchy i to się nie liczy”.
Więcej się ruszaj. Więcej bywaj. Wpadaj do innych. A jeśli ktokolwiek powie od progu: “Do licha!”, zawsze możesz wypaść z powrotem.
Ten śnieg i to i owo na mojej łączce, nie mówiąc już o soplach lodu, wszystko to nie sprawia, aby o trzeciej nad ranem było tam tak Ciepło, jak to się niektórym zdaje. Słowem, niech-to-zostanie-między-nami-i-nie-mów-o-tym-nikomu: tam jest Zimno.
Trochę Względów, trochę Troski o Innych. W tym cala rzecz. Tak przynajmniej mówią.
Jeżeli zaproszono cię na przyjęcie, to z pewnością przez nieporozumienie. Tylko żeby nie mieli do ciebie żalu, jeżeli będzie padał deszcz.
Oto są przyjaciele…
Uwaga uwaga będzie troche blogaskowo. Jazda:
Zawsze ci mówie, że Bóg należy do mojej partii.
Wcale nie trzeba wystawać w kolejkach po XBoxa, Wii, czy PS3. Nie trzeba również wydawać kupy pieniędzy czy płacić abonamentu. Krew można przelać za darmo. Całą rzekę krwi.
Mistrzowie krwi
Pierwszą z gier, bo o nich mowa, która oferuje nam krwawą rozrywkę za darmo jest dzieło grupy CodeImp o dużo mówiącym tytule Bloodmasters. Jest to multiplayerowa rozwałka z widokiem top-down. Mimo zastosowanego widoku gra nie toczy się jednie na płaskiej powierzchni. Teren po którym się poruszamy może mieć kilka poziomów połączonych schodami i uskokami. Jeśli trzymamy kursor nad poziomem położonym np. niżej aktualnej pozycji, nasz bohater nie będzie strzelał w powietrze, ale spruje podłogę poniżej. Jeśli już o strzelaniu mowa do naszej dyspozycji oddano 7 rodzajów broni:
Aż musiałem napisać. Może to tylko ja, bo jak wiemy ja się kwalifikuję - znaczy jestem"odpowiednio normalny", może to sprawa dobrego humoru, ale niemal się nie położyłem ze śmiechu gdy natrafiłem na coś takiego:
Ulubiona muzyka:
pop, techno, trance, no i piosenki powolne:):*:*,
Ulubione filmy:
fantastyczne, najbardziej romantyczne, smutne uczace zycia:):*
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
!. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.
"Co chwila stawaliśmy w korku." - Przewodnik KGB po stolicach świata. pod redakcją płk. Lwa BausinaInna idea mi wpadła: zaczynając od/ nawiązując do tego zdania napisz krótkie opowiadanie. Ale to innym razem bo głodny jestem.
Che Guevara jest jednym z popularniejszych symboli w popkulturze. Jednak większość ludzi tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia symbol czego nosi na swojej supermodnej koszulce. Co prawda koszulki nie posiadam, ale nie wiedziałem że Che aż tak bardzo bohaterem nie był. Szczególy w artykule.
Podejrzane u reod'a.
Co trzeci to pedofil, co dziesiąty to zabójca - prawie tyle samo ma na swoim koncie gwałty. Co dwudziesty siada za kierownicę po wypiciu alkoholu, co czwarty jest złodziejem internetowym, dziewięciu na dziesięciu para się piractwem komputerowym. Co dwudziesty "dorabia" sobie jako handlarz narkotykami.Nic do dać nic ująć: studenci.
Jeśli dużo czytacie treści z sieci, często odwiedzacie jakieś strony/blogi z pewnością jest wam znana technologia feedów. Do obsługi tychże mamy zarówno czytniki offline(jak choćby ten wbudowany w Operę czy Thunderbirda) jak też online (i.e., Google Reader, News Alloy). Najnowasza wersja Firefoxa wprowadza małe udogodnienie na polu dodawania feedów do naszego agregatora. W opcjach można ustawić gdzie ma powędrować nasza subskrypcja (poprzednio było to tylko bezużyteczne Live Bookmarks). Wszystko widać na obrazku poniżej. Lista webowych czytników jest co prawda uboga ale nie od razu Kraków zbudowano.
Jakiś czas temu znajomy potrzebował papier milimetrowy, a że była niedziela czy inny "shop offline day"... W głowie zaświtał mi link pod którym można było zassać papier w formie PDF'a. Wydrukować i już. Niestety po powrocie do domu i przekopaniu moich linków nie znalazłem pomocnego URL'a. Oczywiście nie byłbym sobą, więc pogooglałem i znalazłem inne źródło rzeczonego zasobu. Jednak internet niczym przyroda rządzi się podobnymi prawami. tak jak chodząc po pastwisku można wdepnąć w gówno tak szwendając się po Sieci można natknąć się na zagubionego linka. Dlaczego ów link jest tak istotny? Bo to "wszystko mający" link. Oprócz wspomnianego papieru można znaleźć tam różne generatory:
Na imie było jej Emily. Pamiętam jak szliśmy wieczorem po mieście. Światła, neony, magia jednym słowem. Mijane kałuże tak inne od tych widywanych za dnia, ukazujące inny błyszczący świat. Zatrzymaliśmy się. Ona zaciągnęła się mocno papierosem po czym go wyrzuciła. Popatrzyła mi w oczy. Ah te jej oczy głębokie jak ocean. Niczym ciemna tafla jeziora, która jednocześnie przyciąga nasze spojrzenia swym pięknem oraz zasiewa w nas delikatny lęk przed mrokiem kryjącym się pod nią. I jej oczy były tym wszystkim. Topiel w którą każdy z chęcią się rzuca. Jej krwiste usta przybierały miliony wyrazów. W każdym z nich możnaby się zakochać. Wypuściła powoli dym. Usta słodko ułożyły się w uśmiech. Przyciągnęła mnie do siebie i nasze wargi się spotały.
Pierwszy raz w życiu całowałem popielniczkę.
Akcja Washington State Department of Health ma co prawda już parę miesięcy, ale dopiero teraz przypomniałem sobie o niej porządkując linki(god i hate this). Kampania "Tytoń pali Ciebie", skierowana głownie do młodzieży, a skupiająca się na problemie palenia, przyniosła ponoć spodziewany rezultat. Mniejsza o to :) To co interesuje nas to twórczość agencji Sedgwick Rd. odpowiedzialnej za medialną część projektu. Efekty to spot1 - W parku oraz spot2 - Pokój. Dodatkowo seria plakatów 1 2 3 4.
Mamy również stronkę we flashu, na której jest np. gra oraz em interakcja :)
Jeszcze trzy spoty równiez z tej akcji bardziej skierowane na bierne palenie. Ten stawia sprawę jasno - czuje się przekonany. Następny oczywiście rację ma, ale z drugiej strony inni muszą pracować w otoczeniu idiotów i jakoś halo nikt z tego nie robi. Taka praca i tyle. Może gdyby ludzie otwarcie reagowali w ten sposób palaczom łatwiej byłoby rzucić.
PS: znajomych proszę o darowanie sobie komentarzy "przyganiał kocioł garnkowi" :]
Gdyby sporządzono dziś listę symboli obecnej popkultury zapewno w pierwszej piątce znalazłby się iPod, przenośny odtwarzacz muzyki(oraz txt'ków i zdjęć póki co) stworzony przez "some kinda fruit company". Jedną z właściwości popkultury, a co za tym idze jej smboli, jest rozszerzalność. Chodzi tutaj zarówno o to iż symbole rosną w siłę, tworzą kolejne symbole itd jak również iż z czasem zaczynają wywierać wpływ na inne dzidziny naszego życia, nie związane na pierwszy rzut mózgu z danym symbolem. "Odtwarzacz z kółkiem" nie jest oczywiście wyjątkiem. Istnieje cała masa rozszerzeń do iPod'ów. Ostatnio jest głośno o dość specyficznym. Jak twerdzi jedna z moich teorii "Cycki to podstawa showbiznesu". Jednak na polu popkultury należy to rozszerzyć. Tak więc powstaje proste równanie idei:
iPod + cycki + biznes = gPodJest to jedna z nazw omawianego dodatku, o którą oczywiście gryzą się prawnicy. Istnieje kilka podobnych produktów jednakże gPod wydaje się najtrafniejszą nazwą ze względu na dwa fakty:
Magazyn Wired zainspirowany nowelką? cytatem? tekstem? Hemingway'a "For sale: baby shoes, never worn."(Sam H. twierdził ponoć iż jest to jego najlepszy kawałek) zorganizował akcje Bardzo Krótkie Historie. Poproszono 33 pisarzy oraz 5 designerów o napisanie opowiadania science-fiction o długości... sześciu słów. Może się to wydawać irracjonalne, niewykonalne lecz okazuje się iż tak krótka forma can make you go Hmm. Oto kilka wybranych.
From torched skyscrapers, men grew wings.Zabawa nie byłaby pełna gdybyśmy nie zmachali i swoich tworków. Oto moje:
- Gregory Maguire
Epitaph: Foolish humans, never escaped Earth.
- Vernor Vinge
It cost too much, staying human.
- Bruce Sterling
We kissed. She melted. Mop please!
- James Patrick Kelly
The baby’s blood type? Human, mostly.
- Orson Scott Card [jest bezkonkurencyjny]
To save humankind he died again.
- Ben Bova [historia lubi się]
TIME MACHINE REACHES FUTURE!!! … nobody there …
- Harry Harrison [mocne]
Epitaph: He shouldn't have fed it.
- Brian Herbert
Heaven falls. Details at eleven.
- Robert Jordan
Bush told the truth. Hell froze.
- William Gibson [details]
Starlet sex scandal. Giant squid involved.
- Margaret Atwood
Dorothy: "Fuck it, I'll stay here."
- Steven Meretzky
When last human died Martians cried.Więcej w komentarzach. Z ciekawszych:
Humans trusted machines. That was mistake.
And you? Which planet is yours?
I come from Mars. And you? [nie mogłem zdecydować które lepsze]
Aliens came in peace. We didn't.
- GamingFox #
Remember when weeks had seven days?
- Kevin Fox #
Let's go for a holiday on earth
- Varun Mahajan [nie 6 ale dobre] #
Most survivors preferred the new climate.
- Milly #
Google Calculator announces: pi now 3.
- Phillip Lenssen #
Philipp Lenssen, gość stojący za Google Blogoscoped, zapodał linka z Linkbloga Jeremy'ego Zawodny'ego (guru geek from Yahoo!) do so called sound table. Ty razem mamy mozliwość napisania i odsłuchania przemówienia samego prezydenta J.W.Bush'a. Have fun!
Bawiłem się tym chwilkę czego wynikiem jest ta kompozycja:
tak tak notka blogaskowa. czujecie ten róż?
Dzisiejszy dzień był fajny.
Właściwie tyle możnaby napisać, wszystko się w tym zawiera. Gdyż jak wiemy fajny znaczy najlepszy, najświetniejszy pod słońcem. No a przynajmije taka jest moja teoria.
Był to świetny czas jak to świetny bywa czas spędzony z ludzmi których conajmiej lubisz. Kiedy nikt nie jest poważny, kiedy każda ścieżka jest dobra, kiedy wszyscy żartują i się śmieją, kiedy gadamy o milionie spraw niepowiązanych ze sobą ale ważnych dla tej chwili, dla nas w tej chwili. Kiedy liczy się tylko "tu i teraz". Dzień z podręcznika.Wstałem jak to się wstaje. Potem zostałem zmuszony do zjedzenia "śniadania". Btw jednym Monte "firmy Zott" nie można się najeść chyba że jesteś 3latkiem. Cholernie długo czekałem na autobus. A nie przyjeżdżały żadne żeby nie było. W końcu ten co trzeba się zjawił. Wiadomo: słoneczna niedziela + linia 169 == banda staruszek jadących na cmentarz Bródnowski. Były i dzieci. Jakaś dziewczynka z przedszkola nawijałą "Krzysiu czy ty wiesz że na liście jest najpierw Elwila, potem Lobelt, potem Elnest, a potem Tomek. A Tomek czy ty wiesz Krzysiu jak ma na nazwisko? Tomek ma na nazwisko Zawisza. Fajnie nie?". Im człowiek starszy tym enuzjazm do szkoły gaśnie i mijana na oko(lol) uczennica 3 klasy podstawówki rzuciła do sąsiadki na pytanie "Jak w szkole?" już tylko smętne i ciche "Fajnie". Tak więc nietrudno się domyślić że spóźniłem się 20 minut. Lite jak na nasze warunki (pozdrowienia w tym miejscu dla Wiktora). Po Pucka najpierw mieliśmy pojechać potem on miał przyjechać do nas potem znów my po niego... Suma sumarum odebraliśmy go z ulicy(znaczy on tam czekał a nie pracuje "haha ha").
Pech dla niego że Peter postanowił mi pokazać jak się skład Metallica postarzał w ciągu ostatnich 3 lat. Perkusista wygląda jak wyciągniety z odwyku dla alkoholików, lider jak dziadzio. Czekał zatem biedak 25 minut. Aaale bym zapomniał bo wcześniej kupiliśmy ciasteczka. Dwie paczki kokosowych i jakieś jeszcze... czekoladowe? Hanowerki? Whatever grunt że ciastka. It's important bo ciastka lub czekolada (o właśnie ją tez kupiliśmy i gdzież ona, ach gdzież?!) to nieodłoczny element kawy którą to sporzywamy w Kampinosie
, tak nam doponóż Cthulu. Bo tam właśnie żeśmy zmierzali. Korek, kurwa co nie miara. Za pare dni Święto Zmarłych (Wszystkch Świętych też panie Sobala) a że my akurat chcieliśmy zacząć od miejsca gdzie jest Cmentarz Północny... Anyway w lesie narodu również mnogo. Najbliższy wolny parking w Łomiankach... albo pod jakimś drzewem. Zrobiliśmy parę kilometrów, kilka zdjęć na siłę.Wypiliśmy kawę. Zjedliśmy cistaeczka. A słonko świciło. Idylla. No i Puck jarał się Applem (był w salonie i mu naopowiadali, a że tam się wszytko świeci to i uwierzyć łatwiej). iMac Mini jest fajny: okrągłości i szparka - to się nie może niepodobać. O i anegdota o nieobecnych bo wiadomo że się nieobecnym tyłeczki obrabia:
Peter był u Iwony(dziewczyna PiotreX'a). Oglądali film. No i potem przychodzi mama Iwony(potencjalna teściowa PiotreX'a):
- Co robiliście?
- Oglądaliśmy film "Po deszczu".
- A kto go przyniósł?
- PiotreX.
- A to pewnie nudny był.
Heh no niezły pojazd po organiźmie. A film był ponoć nudny bo o samuraju i nawet nie było wybuchów ani pościgów na motorach.
Wracamy i Puck się chcę urwać. No ale suma sumarum po naszych jakże cudownych namawiankach splita nie było. Tak też nasza wesoła trójka (he he trujka palczasta takie kurwa niewiadomo co i truje) wylądowała na obiedzie u Petera. I wtedy Puck mówi że nie wybierze się z nami na Urban Playground. Argh! You are no fun! No pie for you! krzyczałem. Jednak co się okazało. Nawarstwienie sumów było tak wielkie... okazało się że wcale demoniczna kbieta nie chce go nam porwać czy tam Puck nas nie nie lubi tylko... Puck podgrzewał atmosferę. Bo pojechał z nami na UP w końcu. Droczył się skubany. Apropo atmosfery mi się przypomniało: który z was ją tak niemożebnie zatruwał w samochodzie?! Bob?! A i jeszcze Peter wykonał myk i nie płacił za tankowanie, ale ma dziurę w klapce od baka samochoda więc właściwie jest remis.Na UP kupa ludzi. Ponad 100 na pewno. I był TVN i radio BIS (hail satan!.. em Sobala!) i Antyradio. Radia co ma ryja nie stwierdzono. Oczekiwaliśmy człowieka w bieli i oczywiście jakiś jegomość niewinny się napatoczył ubrany +- na jasno i pospolite ruszenie było. Skucha jednym słowem. No a potem było bieganie za właściwym białym królikiem i wyrywanie mu kart z zadaniami. Dosłownie szły strzępy momentami. Pucka o mało tłum nie stratował jak nieborak przez telefon rozmawiał z-wiadomo-kim. Zadania były trudne. Zadania były trudne? Możliwe że zadania były trudne. Na kilka wpadliśmy odrazu a potem "długo długo nic". Szkoda tylko agentki no. 8 bo się do niej jakiś dwóch "starszych panuff" przysiadło i uczyli ją jak się z warszawiakiem obchodzić. Nie wiemy co z tej pani wyniosła lekcji. Panofie bliskośc piersi, tak rzadką w ich wieku. Tylko gdzie siedzieli Ci cholerni robotnicy że mieli widok na domek na wzgórzu a my na nich wizji niet?!
O 18:00 nastąpił zabawy koniec 7 już warszawskiego UP. Czekamy na kolejne. Będziemy sabotować. Hail La Isla. A właśnie w międzyczasie uwaliliśmy mega wypaśny projekt o którym już nie długo. It's world domination fun. No pie for Google. HA! (Chodź niektórzy się przyznali że używają produktów Google'a. A Puck w końcu doszedł do wniosku że GMail ssie and no pie for him(GM ofc, not Puck)).
A że noc była młoda nie bylibyśmy sobą jakby się idea "idziemy na coffee" nie pojawiła. No to siup. A Puck się nas pytał czy Margolcia może być zaincludowana. No... no... No wiałaśnie 'noooo'. Że może oczywiście. Puck zapodał że jest taka kawiarnia Nescafe przy placu Prostytucji. Ja obstawiałem że ona jest na Puławskiej. Miejsce Pucka okazało się puste. Najlepsze że z Margolcią się Puck umówił w tej Nescafe cafe i ona tam jechała. Jak już stwierdziliśmy 100% brak cukru w... owej kawiarni w miejscu zapodanym przez Pucka, wykonał on magiczny telefon do przyjaciółki Margolci ofc. Chodź może nie powinienem tak pisać bo to teraz wcale nie znaczy to co znaczy. Że niby kochanka. Ale oni znów są razem (pie for this!) więc może i nie dokońca było to niewłaściwe określenie. ANYWAY oczywiście Margolcia potwierdziła że oczywiśce tej Nescafe to już nie ma (do tej pory fizycy z Instytutu Cieżki Jonów i Lekkich Oddich głowią się do którego Nescafe zmierzała zatem Margolcia na początku). Zapodana została kawiarnia na Rakowieckiej. BUM! i to było to.
Miejsce jest genilane. this place is fun. pie for this place. Jak tam dojechać "jadąc metrem z centrum wysiadasz na pola mokotowskie i idziesz rakowiecką w prawo." To jest zaraz z brzegu takie pomarańczowe. Jakby, nie Margolciu? ;) Wszyscy się napalili na "szarlotka na ciepło z lodami". Lody chyba na zimno. Oczywiście ZONK! bo ona już wyszła. Zostały tylko dwie miłe panie. No to bajaderki(śmieciowe przysmaki rulez!) i babeczki z wiśniami (chodź może i w bajaderkach były wiśnie - ciężko to stwierdzić) i czekolady na gorąco dobre z bita śmietaną (full wypas pychota i to za piątaka!). I herbaty co je można było rozlewać na Margolci spodnie. I soki też były ale lodu nie - trzeba będzie nad tym popracować. Ale sztućce do bajaderek i słomki do soków można dostać(jak się dziesięć pompek zrobi albo uda idiotę większego niż się jest). A panie się nawet nie wkurzały na nasze świrowanie. Tylko pewnie się z nas potem śmiały gdy drzwi zamknięte podmuchem kosmyk włosów odchyliły.
I to było wszystko bardzo fajne. Zajebiste i wogóle. A w kiblu mają napis że trzeba go zostawić w takim stanie w jakim by się chciało go widzieć. Puck stwierdził że nie bedzie dokładał do interesu a ja że demolował nie będę (bo ja wiemy zdemolowane(zdekomarowane?) kible mają klimat Sesji 9). A Margolcia się śmiała. Ona się wogóle dużo śmieje. I to dobrze. Tak reaguje na nasze idiotyzmy i na to że jesteśmy idiotami no a przynajmiej ja. To i tak lepiej niż to żyjątko co jak się wystarszy to wymiotuje swoje wnętrzności. To nie byłoby fun chodź możliwe że gdzieś by się w tym pie dało znaleźć. Dopiszemy do 2do. Śmiech to zdrowie chodź może nie psychiczne. I tyle. Sex, drugs and jelly! (A żółw skórzasty może zjeśc tonę galaretki dziennie).
This day was fun. People were fun. Pie for this day. Pie for you people.
Jeśli to był ostatni dzień w moim życiu to był to bardzo dobry dzień.
ps: dzięki ludzie. you are fun. pie for you.
ps2: wiem że to nudna, chaotyczna notka o niczym. chodź może nie, nie o niczym. o moim życiu(chodź może ono jest niczym?). a dziś było ono świetne jak nigdy dzięki tym świetnym ludziom. mam nadzieje że to w tych słowach chodź odrobinę widać (w sęsie że dzień był świetny i ludzie byli świetni).
ps3: a ci co nie byli niech żałują po koniec promocji w media markat (nie dla idiotów czyli w niedziele po 21 nieczynne... dla idiotów)
ps4: no nie no, musze jeszcze raz: i love you new york. i love you guys*
*guys zawierają 25% Margolci. przed użyciem skontaktuj się z lekarzem bądź grabarzem. (a widziesz, mogłem tutaj świński dowcip, ale nieee) Palenie ludzi zabija ludzi. Pie for you guys.
Moja siostra.
Moja siostra to temat rzeka. Tym razem chciałbym się jednak skupić na jednym jej dopływie - bestialskim szataniźmie z piekła rodem, zwanym potocznie komputerem. Puter ów jawi się mojej siostrze jako zuo wcielone i w ogóle piekielny wyziew. Robi jej na złość notorycznie. Nie chce drukować slajdów lub drukuje, przechera, nie tak jak trzeba. Ukrywa przed nią opcje formatowania tekstów lub tabel. To znów zasypuje petabajtami niezrozumiałych teksów, tych wstrętnych ironicznych, złudnych komunikatów. Moja siostra jednak dzielnie walczy o swoje. Głównie posługując się swoim nadwornym złotorękim. W tej roli ja. Niczym za dotknięciem magicznej różdżki putery naginają się do moje woli, chowają szpony i zaczynają przemawiać ludzkim językiem. No a przynajmniej tak sądzi moja siostra. Ostatnio jego demoniczność przypuścił frontalny atak i stąd ta notka.
Otóż pewnego jesiennego popołudnia siostra przybywa do mnie w te pędy i obwieszcza ze skrywanym przerażeniem:
"On się trzęsie"
... Tak ja też chwilę nie mogłem dojść do siebie, lecz siostra dalej kontynuowała złą wieść:
"Pewnie jakiś wirus"
Huh. Tu odetchnąłem z ulgą. Wirus znaczy kryjcie się aniołowie, pan ciemnej otchłani, syn marnotrawny czyni swe niecne sprawki w komnacie mej siostry. Udałem się na miejsce, a że niedaleko było to rumaka nie fatygowałem, spacer uczyniwszy krótki.
I co się okazało. Nie było ognia, powietrze siarką również nie było przesycone. Ot na pasku zadań migało otwarte okno. Zebrałem się w sobie. Muskuły naprężyłem. Plan działania błyskawicznie mój potężny umysł ułożył. Wdrożyłem procedurę i... podniosłem przyciskającą Tab księgę. Wiwat. Królestwo uratowane.
Kurtyna.
www.flickr.com
|